Nic nowego
W tym świecie
Nie ma dla mnie miejsca
Miejsca w którym czas jest ciszą i spokojem
Moje ciało rozpada się na milion kawałeczków, a następnie siłą mojej własnej woli zlepia się z powrotem gubiąc przy tym rytm i wprowadzając chaos. Jestem silna, ale nie aż tak, by utrzymać je w miejscu. Proces powtarza się codziennie aż do momentu, kiedy każdy, nawet najmniejszy skrawek mojej duszy znajduje się w miejscu innym niż powinien. W miejscu gdzie świat płynie nienawiścią i bólem.
Rozbitego lustra nie da się posklejać.
—————————
Kiedyś zastanawiałam się czym jest cisza. Dziś jest mi jej brak. Każdy dźwięk przychodzi do mnie ze zdwojoną mocą. Słyszę krzyk dzieci sąsiadów, samochody z ulicy. Ktoś spuścił wodę. Moje palce uderzają o klawiaturę, a klawisze wydają nieprzyjemny dźwięk. W słuchawkach Brown noise dla zagłuszenia, ale to nie pomaga. Dziś każdy dźwięk, który jest CZYMŚ, oznacza COŚ albo KOGOŚ sprawia mi ból. Ból fizyczny. Psychicznie boli cały czas. Staram się uspokoić oddech. Zamykam oczy i biorę głęboki w dech. Dźwięk wdychanego powietrza. W uszach świst, jakby od ciszy, a jednak nie. Chciałabym, żeby zaczęło padać. Chyba jedynie deszcz dostarczyłby mi ciszy jakiej potrzebuje. Ciszy płynącej spokojem. Nie, nie będę oszukiwać się dźwiękami wody na Spotify, ale chyba zebrałam w sobie dość siły, żeby pójść na spacer. Wezmę Ibuprom i wyjdę do sklepu po zakupy. Spróbuje po drodze nie wpaść pod auto ani nie rzucić się pod tramwaj. W sklepie kupie sok pomarańczowy, jakieś owoce i chleb tostowy. Muszę też pamiętać o pieczarkach i mące. A, no i podpaski.
Nie lubię chodzić do tradycyjnych kas, ale większość pieniędzy mam w papierku. Zdecydowanie preferuje ograniczenie kontaktów międzyludzkich do minimum - czyt. kasy samoobsługowe. Nie wiem czy bardziej przeraża mnie myśl konieczności zebrania się i wyjścia z domu (w sensie fizycznej czynności ubierania się i wychodzenia) czy to, że po opuszczeniu mieszkania mam 100% szans, że spotkam innych ludzi. Dobrze, że przynajmniej obcych. Trudniejsze będzie dzisiejsze wyjście do kina. Nie chcę z niego rezygnować. Niemąż pewnie by zrozumiał, ale ja nie chce. Depresja uderza mocno, ale ja jestem silniejsza. Nie pokona mnie tak łatwo, celuje, strzela, ale nie trafia. Not this time my lady.
Komentarze
Prześlij komentarz